czwartek, 3 stycznia 2013

Shizuo x Izaya - To tylko seks


Izaya szedł jedną z licznych wąskich uliczek Ikebukuro – zadowolony z tego, że po raz kolejny pobawił się trochę uczuciami ludzi – kiedy nagle uderzył w niego automat z napojami. Leżał chwilę, lekko zamroczony, a potem wstał, masując obolałą głowę. Po czole pobiegła mu strużka krwi.
- Co to, kurwa, miało być? – jęknął, od początku znając odpowiedź.
- I – za – ya – kun! – Shizuo wyszedł z cienia, uśmiechając się drwiąco. – Zabawimy się trochę? – patrzył na niego z… pożądaniem…?
Zapytany uniósł brew do góry, obdarzając blondyna szerokim uśmiechem. Wytarł czerwoną ciecz z twarzy.
- Shizu – chan, też mi pytanie – wyciągnął swój nieodłączny nóż i czekał, aż mężczyzna wykona kolejny ruch.
- Ile razy mam powtarzać, żebyś mnie tak nie nazywał?! – zdenerwował się, żyłka na jego czole zaczęła gwałtownie pulsować.
Jemu nie było trzeba wiele, wkurzał się zawsze i o wszystko. Jedno nieopatrzne słowo i dostajesz słupem przez łeb. Albo czymkolwiek, co facet aktualnie miał pod ręką.
- Nie denerwuj się, Shizu – chan – zaśmiał się brunet, cofając o krok. Tak w razie czego – nie chciał znów zarobić z automatu.
Shizuo momentalnie znalazł się przy nim, dociskając jego ciało do zimnego muru. Z gardła Izayi wydobył się tylko urywany śmiech. Zastanawiał się, jak zwiać. Musiał coś szybko wymyślić, inaczej będzie po nim.
W dodatku Heiwajima chyba połamał mu rękę, tak mocno ją trzymał, że aż coś strzyknęło. Chłopak jednak nie zamierzał dać po sobie znać, że cokolwiek mu jest.
- No to bawmy się, I – za – ya – kun – warknął mu prosto do ucha.
- Jesteś taki zabawny, Shizu – chan! – powiedział nienaturalnym tonem. – Sądzisz, że się ciebie wystraszę? Kpisz – prychnął, patrząc na niego kątem oka.
- Nie, nie myślę tak. Ja sprawię, że będziesz mnie błagał o litość… - syknął przez zaciśnięte zęby i wytrącił mu nóż z ręki. Zanim zdążył się zorientować, co się dzieje, Shizuo włożył mu rękę w spodnie i ścisnął – lekko jak na niego – jego męskość.
Orihara popatrzył na jasnowłosego nieco zdezorientowany. Czego jak czego, ale tego się nie spodziewał. Dlaczego ten typ zawsze był taki nieprzewidywalny?!
Szarpnął się.
- Shizu – chan, jeśli chcesz poruchać, to niedaleko jest burdel. Pedałów też tak znajdziesz. Także tego… nie, żeby coś… ale za bardzo cię nienawidzę, więc nie oddam mojej dupy bez walki – wykrztusił z siebie.
Za nic nie chciał się przyznać, że to, co robił jego największy wróg, sprawiało mu przyjemność. Ponowił próbę wyswobodzenia się.
- Stój, kurwa, spokojnie! – warknął Heiwajima, mocniej go trzymając.
- Śnisz. Zdychaj, pojebie! – wyrwał ręce z jego uścisku.
Odepchnął go mocno od siebie, ale w efekcie sam stracił równowagę – mężczyzna pociągnął go za sobą. Gdyby nie refleks barmana, obaj by się przewrócili.
Zaklął cicho, gdy Shizuo znów przyparł go do muru, ewidentnie wkurzony. Nadgarstki Izayi trzymał nad jego głową w żelaznym uścisku, a drugą ręką ponownie penetrował wnętrze bokserek chłopaka, rytmicznie masując jego członek.
- Ty pierdolony zboczeńcu – fuknął czarnowłosy, przygryzając wargę. Już się nie uśmiechał.
Wiedział, że tym razem to Heiwajima rozdaje karty i wcale nie był z tego faktu zadowolony.
- Przyganiał kocioł garnkowi. Stanął ci, a nawet nic szczególnego nie zrobiłem – w jego głosie dało się usłyszeć nutkę rozbawienia.
- Pierdol się, ugh – wyjęczał, dysząc ciężko. – Zabiję cię…
- I kto tu jest zabawny? – zaśmiał się głośno, rozpinając mu spodnie. Gwałtownie pociągnął je w dół, zaraz potem bokserki.
Orihara drgnął. Nie chciał poddać się bez walki.
- Nadal ty – mruknął, szarpiąc się i wyrywając. – Nienawidzę cię!
- Schlebiasz mi – złapał go za szczękę, tym samym zmuszając, by na niego spojrzał. – A teraz pozwól, że cię wyrucham, I – za – ya – kun.
- Marzenia! – warknął, nadal zawzięcie próbując się uwolnić.
Chciał stąd uciec, jak najdalej od tego popierdoleńca. Nie zniósłby takiego upokorzenia. To ON miał się bawić uczuciami ludzi, a nie ktoś JEGO.
- Nareszcie widzę w tobie choć trochę z człowieka – uśmiechnął się, patrząc na ciemnowłosego z wyższością.
Zsunął z siebie spodnie wraz z bokserkami, jedną ręką dalej trzymając Oriharę.  Zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć, wszedł w niego tak gwałtownie, że ból, który Izaya przy tym poczuł był niczym w porównaniu z oberwaniem znakiem drogowym przez łeb. Krzyknął głośno, zaskoczony.
Tym razem nie mógł powstrzymać wrzasku bólu…
A Shizuo kontynuował, nie zważając na to. Przecież poruszał się – według niego – wielce delikatnie. Ten idiota tylko histeryzuje, myślał. W końcu nigdy nikt go nie ruchał… chyba.
- Kurwaaaaa, Shizu – chan, nienawidzę cię! Zostaw mnie, do jasnej cholery! – wyjęczał, tłumiąc w sobie kolejny krzyk. Już i tak został upokorzony – większej kompromitacji by nie zniósł.
- Nie dramatyzuj – burknął w odpowiedzi, gryząc go w szyję. Pociekła krew.
Blondyn puścił jego ręce – w końcu przecież teraz nie miał jak zwiać.
Izaya mimowolnie wygiął się w niewielki łuk, jęcząc głośno. Zamknął oczy i wytarł twarz z krwi, nadal sączącej się z rany na głowie. Sapnął głośno, w uniesieniu zarzucając blondynowi ręce na szyję, na co ten tylko prychnął. Na chuj te czułości?
W tej samej chwili osiągnęli spełnienie.

Stali tak – oparci o mur – jeszcze kilka minut – starając się uspokoić niespokojne oddechy. Potem podciągnęli spodnie i popatrzyli na siebie w milczeniu.
- I co teraz? – przerwał ciszę Izaya.
Przyłożył rękę do czoła. Przez jego głowę przebiegało tysiąc myśli na sekundę. Czy to coś znaczyło? Czy Shizuo coś do niego czuł, cos innego niż nienawiść? A może chciał mu pokazać, kto tu rządzi?
- Nic – blondyn wzruszył ramionami, wkładając ręce do kieszeni. – To był tylko seks – spojrzał na niego z rozbawieniem, po czym odwrócił się do chłopaka plecami i ruszył przed siebie.
Do Orihary dobiegło jeszcze krótkie „następnym razem cię zabiję”, zanim zniknął w ciemnościach.
Izaya oparł się o mur, przenosząc dłoń na ślad po ugryzieniu. Zamknął oczy, cały obolały.
- Shizu – chan, ty cholero. Jak ja się nienawidzę… - jęknął i ruszył chwiejnym krokiem w stronę swojego mieszkania.

Ha! Skończone! Jejuuuu, dlaczego nie wyszło jak chciałam?! D:
Jednak chyba wena do mnie nie wróciła ;<
~Hinata

2 komentarze:

  1. OMG, ale to było wyjebane w kosmos *O*
    Jedno z twoich najlepszych <3
    Heheszki, biedny Izaya.
    Ale i tak kibicuję Shizusiowi <3
    Shiiizuuu, bierz mnie tu i teraz XDXDXDXD

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję!<3 mi osobiście się nie podobało, bo skrzywdziłam mojego Izayę;< teraz pewnie padnie inteligentne pytanie: więc na chuj to pisałaś? ...i równie inteligentna odpowiedź: chuj ci do tego! XD Tak, miła jestem;3 hyhyhyhy, wali mi na dekiel. W każdym razie jeszcze raz dzięki XD <3

    OdpowiedzUsuń