Postanowiłam wybrać się na spacer,
nie mogąc dłużej znieść tego, jak Natsu znowu mizdrzył się do Lucy. Chyba
chciał, żeby do siebie wrócili… Gdy
jeszcze byli razem, odwalał takie akcje, że to głowa mała. Jego częste humorki
prowadziły do kłótni, po których ona nie mogła się długo pozbierać. A ja…
zaczęłam go nienawidzić.
Teraz… Od czasu do czasu chichotała z jakichś jego żartów, rumieniła się…. Była piękna, gdy się rumieniła. A kiedy rzucała mi jedno ze swoich zagadkowych spojrzeń miałam wrażenie, jakby czas się zatrzymał.
Odkąd pierwszy raz ujrzałam tę dziewczynę wiedziałam, że jest w niej coś wyjątkowego. Czasem zastanawiałam się, czy nie ma w sobie jakiegoś magnesu, który przyciągał mnie do niej.
Westchnęłam cicho i zatrzymałam się w miejscu, zaciskając pięści.
- Czy ona naprawdę nic nie zauważyła? – wyszeptałam do siebie, czując jak w oczach stają mi łzy.
Szybko je przepędziłam i ruszyłam dalej, w bliżej nieokreślonym kierunku.
Moim problemem nie było to, że kochałam tę dziewczynę, tylko to, że nie byłam pewna JEJ uczuć. Momentami miałam wrażenie, że jednak mnie kocha… wskazywały na to niektóre jej słowa, skierowane pod moim adresem, jakby… zawoalowane aluzje. Jednak… przez większość czasu traktowała mnie po prostu jako przyjaciółkę, a raz na jakiś czas odpychała mnie, dawała wyraźny znak, że nie życzy sobie mojej obecności.
To mnie bolało. Nie wiedziałam, co mam dalej robić. Nadal być tylko przyjaciółką, czy może wyznać jej swoje uczucia?
Druga opcja miała dwie możliwe konsekwencje: pierwsza – ona też mnie kocha i będziemy razem. Druga – nie kocha mnie i tym wyznaniem zniszczę wszystko, całą naszą przyjaźń.
Wprawdzie Heartfilia wyznała mi kiedyś, że czuje pociąg nie tylko do chłopców, ale też i do dziewczyn, ale to nie musiało znaczyć, że chodzi jej o mnie.
Zresztą, ja również się z tym nie kryłam – miałam w swoim życiu kilku facetów, dziewczyn też. Ale jedno mogę powiedzieć na pewno – żadnej z tych osób nie kochałam tak mocno, jak teraz Lucy.
- Erza! – usłyszałam głos Juvii za sobą.
Odwróciłam się więc i obdarzyłam ją nieco wymuszonym uśmiechem.
- Coś się stało? – zapytałam.
- Lucy cię szuka. Powiedziała, że musicie porozmawiać.
Gdy usłyszałam te słowa, gula strachu stanęła mi w gardle. „Musimy porozmawiać” – słowa, które wzbudzają w tobie najwięcej wątpliwości, lęku o przyszłość…
- Mówiła, o czym? – wykrztusiłam.
- Nie, nie chciała powiedzieć. Ale wracajmy do gildii – uśmiechnęła się i ruszyła w drogę powrotną.
Stałam jeszcze kilka sekund, próbując zmusić nogi do marszu.
Kiedy wróciłyśmy do budynku gildii, od razu dopadła do mnie Lucy, z dość poważnym wyrazem twarzy.
- Co się stało? – zapytałam od razu, próbując opanować drżenie głosu.
Nie odpowiedziała, tylko pociągnęła mnie na zewnątrz i oparła się o ścianę, wzdychając ciężko.
- W końcu coś do mnie dotarło – zaczęła, rzucając mi spojrzenie, z którego nie potrafiłam nic wyczytać.
Milczałam, czekając naciąg dalszy. Serce waliło mi w piersi tak, że pewnie było je słychać z odległości kilometra.
- Dotarło do mnie, że nie powinnam dłużej przejmować się Natsu. Jest już dla mnie obojętny. Nie ukrywam, bardzo długo i bardzo mocno go kochałam, ale stracił swoje szanse… Już nie będę mu pomagać – wyrzuciła z siebie jednym tchem i posłała mi radosny uśmiech. – To właśnie chciałam ci powiedzieć, dlatego cię szukałam.
- Cie – cieszę się, że w końcu do ciebie dotarło to, że nie warto nawet o nim myśleć. Już ci kiedyś powiedziałam, że on się nadaje tylko do prostowania bananów – odparłam, odwzajemniając uśmiech.
Tak, cholernie się cieszyłam, że wreszcie to zrozumiała. Ale czy dotarło do niej też co innego…?
- Um, Lucy… Teraz ja mam ci coś do powiedzenia – wypaliłam, zanim zdążyłam pomyśleć. Teraz już za późno na to, żeby się wycofać.
- Tak? Co takiego? – popatrzyła na mnie, zaskoczona, chowając dłonie za plecami.
- Czy ty jesteś taka ślepa, czy tylko udajesz? – westchnęłam, przyglądając się jej uważnie.
- O czym tu mówisz? – zmarszczyła brwi.
- Tak, jesteś ślepa. Nawet nie zauważyłaś, że cię kocham – wyznałam.
A więc powiedziałam to… Teraz nastąpi chwila prawdy…
Długo nie odpowiadała. Po prostu na mnie patrzyła, tymi swoimi hipnotyzującymi oczami. Przez krótką chwilę nadzieja ogarnęła moje serce. A potem ona zamknęła oczy i westchnęła. Nie wiem, czy doczekam się odpowiedzi. Nie wiem, czy tym wyznaniem straciłam jej przyjaźń, czy też nie…
…A zakończenie dopiszcie sobie sami.
To dla Ciebie, bo choć najprawdopodobniej w świecie mnie nie kochasz, to w moich marzeniach jesteśmy razem. ~
~Hinata.
Teraz… Od czasu do czasu chichotała z jakichś jego żartów, rumieniła się…. Była piękna, gdy się rumieniła. A kiedy rzucała mi jedno ze swoich zagadkowych spojrzeń miałam wrażenie, jakby czas się zatrzymał.
Odkąd pierwszy raz ujrzałam tę dziewczynę wiedziałam, że jest w niej coś wyjątkowego. Czasem zastanawiałam się, czy nie ma w sobie jakiegoś magnesu, który przyciągał mnie do niej.
Westchnęłam cicho i zatrzymałam się w miejscu, zaciskając pięści.
- Czy ona naprawdę nic nie zauważyła? – wyszeptałam do siebie, czując jak w oczach stają mi łzy.
Szybko je przepędziłam i ruszyłam dalej, w bliżej nieokreślonym kierunku.
Moim problemem nie było to, że kochałam tę dziewczynę, tylko to, że nie byłam pewna JEJ uczuć. Momentami miałam wrażenie, że jednak mnie kocha… wskazywały na to niektóre jej słowa, skierowane pod moim adresem, jakby… zawoalowane aluzje. Jednak… przez większość czasu traktowała mnie po prostu jako przyjaciółkę, a raz na jakiś czas odpychała mnie, dawała wyraźny znak, że nie życzy sobie mojej obecności.
To mnie bolało. Nie wiedziałam, co mam dalej robić. Nadal być tylko przyjaciółką, czy może wyznać jej swoje uczucia?
Druga opcja miała dwie możliwe konsekwencje: pierwsza – ona też mnie kocha i będziemy razem. Druga – nie kocha mnie i tym wyznaniem zniszczę wszystko, całą naszą przyjaźń.
Wprawdzie Heartfilia wyznała mi kiedyś, że czuje pociąg nie tylko do chłopców, ale też i do dziewczyn, ale to nie musiało znaczyć, że chodzi jej o mnie.
Zresztą, ja również się z tym nie kryłam – miałam w swoim życiu kilku facetów, dziewczyn też. Ale jedno mogę powiedzieć na pewno – żadnej z tych osób nie kochałam tak mocno, jak teraz Lucy.
- Erza! – usłyszałam głos Juvii za sobą.
Odwróciłam się więc i obdarzyłam ją nieco wymuszonym uśmiechem.
- Coś się stało? – zapytałam.
- Lucy cię szuka. Powiedziała, że musicie porozmawiać.
Gdy usłyszałam te słowa, gula strachu stanęła mi w gardle. „Musimy porozmawiać” – słowa, które wzbudzają w tobie najwięcej wątpliwości, lęku o przyszłość…
- Mówiła, o czym? – wykrztusiłam.
- Nie, nie chciała powiedzieć. Ale wracajmy do gildii – uśmiechnęła się i ruszyła w drogę powrotną.
Stałam jeszcze kilka sekund, próbując zmusić nogi do marszu.
Kiedy wróciłyśmy do budynku gildii, od razu dopadła do mnie Lucy, z dość poważnym wyrazem twarzy.
- Co się stało? – zapytałam od razu, próbując opanować drżenie głosu.
Nie odpowiedziała, tylko pociągnęła mnie na zewnątrz i oparła się o ścianę, wzdychając ciężko.
- W końcu coś do mnie dotarło – zaczęła, rzucając mi spojrzenie, z którego nie potrafiłam nic wyczytać.
Milczałam, czekając naciąg dalszy. Serce waliło mi w piersi tak, że pewnie było je słychać z odległości kilometra.
- Dotarło do mnie, że nie powinnam dłużej przejmować się Natsu. Jest już dla mnie obojętny. Nie ukrywam, bardzo długo i bardzo mocno go kochałam, ale stracił swoje szanse… Już nie będę mu pomagać – wyrzuciła z siebie jednym tchem i posłała mi radosny uśmiech. – To właśnie chciałam ci powiedzieć, dlatego cię szukałam.
- Cie – cieszę się, że w końcu do ciebie dotarło to, że nie warto nawet o nim myśleć. Już ci kiedyś powiedziałam, że on się nadaje tylko do prostowania bananów – odparłam, odwzajemniając uśmiech.
Tak, cholernie się cieszyłam, że wreszcie to zrozumiała. Ale czy dotarło do niej też co innego…?
- Um, Lucy… Teraz ja mam ci coś do powiedzenia – wypaliłam, zanim zdążyłam pomyśleć. Teraz już za późno na to, żeby się wycofać.
- Tak? Co takiego? – popatrzyła na mnie, zaskoczona, chowając dłonie za plecami.
- Czy ty jesteś taka ślepa, czy tylko udajesz? – westchnęłam, przyglądając się jej uważnie.
- O czym tu mówisz? – zmarszczyła brwi.
- Tak, jesteś ślepa. Nawet nie zauważyłaś, że cię kocham – wyznałam.
A więc powiedziałam to… Teraz nastąpi chwila prawdy…
Długo nie odpowiadała. Po prostu na mnie patrzyła, tymi swoimi hipnotyzującymi oczami. Przez krótką chwilę nadzieja ogarnęła moje serce. A potem ona zamknęła oczy i westchnęła. Nie wiem, czy doczekam się odpowiedzi. Nie wiem, czy tym wyznaniem straciłam jej przyjaźń, czy też nie…
…A zakończenie dopiszcie sobie sami.
To dla Ciebie, bo choć najprawdopodobniej w świecie mnie nie kochasz, to w moich marzeniach jesteśmy razem. ~
~Hinata.
Cóż, moje zakończenie byłoby happy - ale nie będzie.
OdpowiedzUsuńA więc:
"Kiedy Lucy wreszcie na mnie spojrzała, jej wzrok powiedział mi wszystko - nie miałam co liczyć na życie u jej boku.
Odwróciłam się i rzucając na pożegnanie krótkie "żegnaj" po prostu odeszłam. Nie zawołała, żebym zawróciła. Postanowiła skreślić naszą przyjaźń i wyrzucić mnie z życia. Więc czemu miałam być gorsza?
Odpowiedź jej prosta - bo choćby nie wiem jak bardzo mnie ignorowała lub chamska była - i tak będę ją kochać.
Aż wreszcie ta miłość mnie zniszczy. W zasadzie już rozpoczęła swe niszczycielskie dzieło. Nie żałowałam, że wyznałam jej swoje uczucia. Żałowałam skończonej przyjaźni i tego, jak to wszystko się potoczyło. "
- A oto i moje zakończenie.
-Ja...ja Cię też kocham...Erza...
OdpowiedzUsuńSpojrzałam na nią zszokowana tym co właśnie usłyszałam. Chciałam się rzucić w jej objęcia...chciałam....chciałam ją kochać tak mocno jak tylko potrafiłam, ale gdy zrobiłam krok w jej stronę, ona mnie powstrzymała.
I wtedy zobaczyłam jej łzy.
-Ja Cię również kocham, ale..ale...Wybacz mi!
W tym momencie zerwała się odtrącając mnie na bok z siła, która powaliła mnie na ziemię.
Siedziałam tak długo.Siedziałam i myśłam o tym co się własnie stało. Kocha mnie i jednocześnie mnie nie chce? To nie mieściło się w mojej głowie. Jak dwa puzzle, które jadnak nijak do siebie nie pasują.
I nagle zrozumiałam. No tak jak ja mogłam być taka ślepa. To nie ona była ślepa tylko ja!
Zaczęłam się śmiać z własnej głupoty, ale ten śmiech przemienił sie w łzy. Gorzkie, pełne bólu i rozczarowania łzy.
Przechodzący obok ludzie nie zwrócili uwagi na krzyczącą w niebogłosy, siezącą na drodze wariatkę.
Uhhh nie umiem pisać takich rzeczy. Ale to opowiadania mnie tak zainrygowało, że musiałam dopisać swój koniec.
Świetna robota :P