sobota, 8 grudnia 2012

Soul & Black Star - Mój ukochany potwór.



Dzień jak co dzień. Pieprzony ten „co dzień”, skoro ciemno, zimno i do domu, psiakrew, daleko. Znaczy się stoję już przed ciasnymi, aczkolwiek własnymi drzwiami, ale pozory tragedii zachowajmy.
 Nacisnąłem klamkę. Fuck, otwarte. Złodziej?
Wszedłem do domu, seksownie zrzucając swój stylowy szaliczek na podłogę. Ostrożnie przesuwając plecami po ścianie, zamieniłem swoją rękę w ostrze kosy. Hehe, Transformers.
W pokoju gościnnym, na mojej sofie leżał nie kto inny, jak… Black Star. No cóż, można i tak. Na jego widok, moja ręka wróciła do normalnego stanu
- Czekałeeem na ciebiee, Soul. – Stwierdził, powoli się podnosząc. Jak w jakimś horrorze, kurna.
- Czego chcesz? – Westchnąłem męczeńsko, przeczesując palcami białe, miękkie w dotyku włosy.
- Seksu.
- Jak bezpośrednio. – Powstrzymując się od zdrowego pierdolnięcia mu lampką nocną, zacząłem się zastanawiać, co on ćpał. Popatrzyłem na niego ze współczuciem,  powoli podchodząc i głaszcząc go po szorstkich włosach. – Idź spać, odpocznij, jutro odprowadzę cię do domu. – Coś mi się nie udało, bo pociągnął mnie za rękę, tak, że wylądowałem na nim. Przytrzymał mnie dodatkowo w pasie, niemal aż boleśnie.
-  Aleee ja chce seeksuuu…
- Idź sobie do Tsubaki.
- Dała mi kosza.
- A kto by cie, kurwa, chciał? – Warknąłem, wyrywając się z jego uścisku. Heheszki, ale ze mnie szmata.
     Nie odpowiedział, tylko odwrócił wzrok, wgapiając się w oparcie sofy. Usiadłem przy ścianie, sam nie wiedząc co z nim zrobić. Przecież nie wywalę go na wycieraczke, gdy na zewnątrz jest -220139203291932 stopni.
- Wiesz, duże cycki są fajne. Szczególnie takie z twardymi sutkami. Lubie twarde sutki… - Znowu zaczął, epopeje narodową, kurwczaczek. No cóż, jak widać, przynajmniej nie jest gejem. W przeciwieństwie do mnie.
    Uśmiechnąłem się pod nosem.
- WHEREEEE THEM GIRLSSSS AT?!  - Wydarł się, próbując śpiewać i zrywając z miejsca.
- Dziewczyn nie ma, są tylko chodzące cyce. – Stwierdziłem filozoficznie. Się człowiek zna na takich rzeczach.
- Weź mnie jakoś pociesz. - Mruknął, zmieniając temat i łażąc po pokoju w poszukiwaniu, jak to po chwili stwierdził, Zaginionego Wibratora. O ile w moim domu kiedykolwiek był jakikolwiek wibrator.
- Nie umiem pocieszać ludzi... - Stwierdziłem, drapiąc się z zakłopotaniem po policzku. - Tak właściwie, to co się dzieje?
- Podniecają mnie bardziej męskie klaty niż cyce. - Rzucił, chyba bez wcześniejszej analizy swoich słów. Zaczął walić głową o ścianę w nieznanym mi celu.
- To nic złego. - Westchnąłem, odciągając go za ramię do tyłu. No tak, ja już dawno się kapłem, że jestem pedałem, więc dla mnie to norma. Ale dla niego... Cóż, pewnie jakaś tragedia czy tam katastrofa.
- Nie wiesz, co czuję. - Warknął, chwytając mnie za szczękę i przyszpilając do ściany. Chyba kręgosłup przeżył wstrząs. Biedny.
- Skąd masz tą pewność? - Uśmiechnąłem się wrednie widząc jego minę.
    Nie odpowiedział.
    Przycisnął swoje usta do moich, dość brutalnie rozchylając je językiem i wpychając go do środka. Erosoman zboczony. Niepewnie objąłem go za szyję, przywierając do niego mocniej.
    Co ja, cholera, robię?
    Bez słowa pociągnął mnie na sofę. Usiadł, biorąc moją skromną osobę na kolana. Zjechał z pocałunkami na moją szczękę, potem na szyję. Przyssał się, robiąc malinkę. Ehehe, ładny ślad będzie. Niech widzą i zazdroszczą.
    Po chwili ściągnął ze mnie podkoszulek i zaczął przygryzać moje sutki. Jęknąłem cicho, wyginając się do tyłu. Położył mnie na sofie i następne co straciłem, to spodnie. Hehe, nie ma to jak być gwałconym. -,-
    Postanowiłem nie pozostać mu dłużny. Pozbawiłem go podkoszulka i zacząłem robić malinki na jego klacie. Zamruczał cicho i wplótł palce w moje włosy, przyciskając mnie mocniej do siebie. Powoli zsunąłem z niego spodnie, masując jego krocze przez materiał bokserek, coby go pobudzić.


Jęknął z zadowoleniem. Po chwili całkowicie bez ostrzeżenia obrócił mnie na brzuch. Podniosłem się na kolana, opierając się na przedramionach. Spojrzałem na niego niepewnie, gdy zsuwał ze mnie bokserki. Być może nie był dobry pomysł. Cholera, to był pomysł całkiem do dupy. Do dupy… Heheszki, niezła ironia.
Zadrżałem, czując jego palce na swoich udach. Zacisnąłem powieki, szykując się na śmierć. Czując nagły przypływ bólu jęknąłem głośno, otwierając szeroko oczy, do których automatyczne napłynęły łzy. Pochylił się i musnął ustami moje plecy, po czym przygryzł w tym samym miejscu skórę.
Nie miał w sobie ani odrobiny delikatności. Poruszał się mocno i szybko, niemalże agresywnie. Jak bestia, mój ukochany potwór.
 
- Tema.

1 komentarz:

  1. Ach, Tema, jakie to wspaniałe, aż złapałam podjar @.@
    ~Hinata.

    OdpowiedzUsuń