poniedziałek, 24 grudnia 2012

Pierdolony psychopata.

( Aut. Pojawiają się wymyślone postacie - nie chcesz, nie czytaj. )


    Biegła ile sił w nogach. Był coraz bliżej. Człowiek w kapturze. Chyba zrezygnował. Tacy jak on nigdy nie opuszczają swoich ofiar. Biegł szybciej. Łzy. Spadające z policzków słone krople. Opadają na ziemię.
   Nie  miała sił. Zrezygnowała. Oparła się o mur. Zacisnęła powieki. Nie chciała wiedzieć, co się stanie dalej. A on był coraz bliżej. Człowiek w kapturze.
    Dziewczyna pragnęła wołać o pomoc. Jednak oboje dobrze wiedzieli, że jej nie otrzyma. Ona i jej oprawca. Poczuła ucisk na swoim nadgarstku, przyszpilił ją do muru, uniemożliwiając ucieczkę. Mimowolnie zadrżała, czując ciepły oddech na swojej szyi. Szarpnęła się ponownie, w nadziei, że uda jej się tym zyskać trochę czasu. Mimo zamkniętych oczu dokładnie wiedziała, że ich twarze dzieli zaledwie kilka centymetrów. Tych jebanych kilka centymetrów, przez które niemal wariowała, bojąc się myśleć, co ten psychopata może zrobić.
- Bu. – Wyszeptał prosto w jej usta, z nutką rozbawienia w głosie.
   Dziewczyna nie musiała się długo zastawiać – niemal natychmiastowo poznała ten głos, zawsze ironiczny i kpiący. Otworzyła szeroko oczy, a jej spojrzenie natrafiło na brązowe tęczówki. Przez chwile dostrzegła w nich sadystyczny błysk, jednak zniknął tak szybko, jak się pojawił. Śmiała nawet twierdzić, że tylko jej się wydawało. Ale jedynie bała się otworzyć na ponurą rzeczywistość.
- Izaya. – Mruknęła cicho, szybkim ruchem zdzierając z jego głowy kaptur. Pierdolony psychopata. -  Kto ci pozwolił straszyć kogoś takiego jak ja w środku nocy?’
- Oh, Kaori-chan, przeestań. Zawstydzasz mnie. Chciałem się tylko pobawić. – Zaśmiał się. Tym jego chorym śmiechem, jak sam twierdził – przepełnionym miłością do ludzi. – A kto pozwolił komuś takiemu jak ty… Włóczyć się w środku nocy? Co jeśli naprawdę ktoś by cię napadł?
- Poradziłabym sobie. – Warknęła w odpowiedzi, odwracając wzrok. Nie, nigdy mu nie przyzna, że być może ma rację. Tylko nie jemu. Wyrwała się z uścisku i ominęła go szerokim łukiem, kierując się w stronę oświetlonego miasta.
- Ja wiem… - Chwycił ją w pasie, przyciągając do siebie. Gwałtownie się zarumieniła, czując ciepło jego wilgotnych warg na swojej szyi. – … że mnie kochasz.
- Jesteś psychopatą. – Szepnęła tylko, próbując się wyrwać. Jak przyznać się komuś takiemu do miłości?
- I-zaaa-yaa-kuun!- Znajomy głos jeszcze przez chwilę odbijał się echem w ich głowach. Po chwili światło latarni oświetliło wysokiego blondyna, trzymającego w ręku znak „STOP”. Na jego wargach zatańczył złośliwy uśmieszek. Zapalił papierosa.
- O, kogo my tu mamy. Tęskniłem, Shizuś. – Izaya zabłysnął firmowych uśmiechem, powoli przesuwając dłoń na kieszeń, w której zawsze chował swój nóż.
- Zamknij się, kochany, chociaż raz i pozwól mi cię zabić. – Jego uśmieszek przerodził się w groźnie wyglądający grymas twarzy.
   Na ramionach Heiwajimy pojawiły się ręce, oplatając go w okół szyi. Równie szybko głowa nowej osoby spoczęła na ramieniu chłopaka, patrząc na wszystkich z zaciekawieniem w złotych oczach. Kobieta… ? Jej twarz miała dość dziecinne rysy. Kosmyki jasnych włosów opadały luźno poniżej czoła, co jeszcze potęgowało owo wrażenie.  Dodatkowo, przez jej niecałe 150 cm wzrostu, przez które musiała wspiąć się na plecy Shizuo ( lol, żeby się poczuć wyższą XD),  trudno było uwierzyć, że ma aż 19 lat. ( Ughh, nie umiem opisywać wyglądu D: )
- Ne, neee~ Shizu-chan, co robicie? – Dźgnęła blondyna palcem w policzek, uśmiechając się do niego szeroko.
- Tema, zabijam Izayę, jak widzisz. – W głosie chłopaka dało się usłyszeć coś w rodzaju… Czułości? Z niemal nienormalną dla niego delikatnością, pogładził ją po policzku, na co dziewczyna przymknęła z zadowolenia oczy.  Gdy ponownie je otworzyła, na jej twarzy pojawił się radosny uśmiech. Zeskoczyła na ziemię.
- Kaori-chan! Nie zauważyłam cię wcześniej. Powinnaś przefarbować włosy, są za czarne. – Zaśmiała się i podbiegła do przyjaciółki, przybijając jej piątkę.
- Dobra, chłopcy niech się zabijają, a w tym czasie chodźmy na piwo. – Stwierdziła Kaori, wyraźnie szczęśliwa, że może się ulotnić.
Nie na długo.
- Zmywamy się stąd - Niespodziewanie dla wszystkich Izaya złapał czarnowłosą za rękę, uciekając z nią w ciemność. Już po chwili zniknęli w mroku, nie było sensu ich szukać.
- Ne, ne, Shizu-chan.  Uciekł ci.

_____ 
- Tema
Niespodzianka, Hinata/Kaori/Gabi~! :3
Całe opowiadanie miało być bardziej psychopatyczne, ale ja tak nie umiem XD I mama ciągle przeszkadza w stylu "zrób to, to i to" -.-
Miała być jeszcze scena w domu, ale nie mam siły... Leżę i kwiczę @_@

1 komentarz:

  1. O kurwa, ale mam zaciesz *_*
    Wyszło zajebiście, dziękuję! <33333333333333333333333333333333333
    Jejku, no boskie! Chcę ciąg dalszy *-*
    A z tymi psychopatami to Ci się chyba ode mnie udziela XDDDDDD
    Hinata/Kaori/Gabi xD

    OdpowiedzUsuń