czwartek, 27 grudnia 2012

Nova x Liberta ~



Został wepchnięty siłą do pokoju. Zatoczył się do tyłu, opadając na łóżko. Słysząc trzask zamykanych drzwi, spojrzał na winowajcę, marszcząc brwi.
- Nova. O co chodzi? - nerwowo przeczesał palcami włosy, obserwując uważnie jego twarz.

Wyżej wymieniony chłopak przekrzywił głowę w bok. Na jego ustach błąkał się dość psychopatyczny uśmiech, a w oczach dało się dostrzec błysk szaleństwa.
- Liberta - wysyczał, oblizując lubieżnie wargi. Widać było, że nie zamierza wyjaśnić przyczyny swojego zachowania.

Jasnowłosy zadrżał, wyraźnie przestraszony. Nie spuszczając z niego spłoszonego wzroku, zaczął się cofać w tył. Gdy poczuł za sobą ścianę, nieco spanikował. Rozejrzał się, szukając jakiegoś wyjścia. Odruchowo przeniósł dłoń na swój pas, próbując złapać za miecz. Nie było go tam. Zaklął pod nosem.
Wówczas ciemnooki podszedł do niego powoli, wyraźnie delektując się strachem widocznym w oczach chłopaka.
- Nie uciekniesz… - szepnął mu prosto do ucha. - Nie przede mną.
Złapał go za nadgarstki, przyciskając mocniej do ściany.

On zaś jęknął, czując jak jego plecy uderzyły o zimną nawierzchnię. Zacisnął powieki, szarpiąc się. Miał szczerą nadzieję, że uda mu się wyrwać. I uciec, daleko od niego.
- Zostaw mnie.

Nova zaśmiał się tylko, słysząc te słowa.
- Nie zamierzam. - odpowiedział, po czym ugryzł go w szyję, zostawiając na niej ślady swoich zębów.

Na  twarzy Liberty pojawił się rumieniec. Odwrócił głowę w bok, patrząc na niego kątem oka. Zaprzestał szarpania się, wiedząc, że na nic się to nie zda. Postanowił wykorzystać inną okazję do ucieczki.
- N... Nova...

- Już niedługo będziesz krzyczał moje imię. - warknął, patrząc mu prosto w oczy.
Złapał go za włosy i wepchnął niecierpliwie język do jego ust. Nie spiesząc się, rozpiął koszulę chłopaka, po czym przycisnął ciało do jego ciała.

Zaskoczony napastliwością chłopaka, otworzył szeroko oczy. Postanowił mu się wyrwać. Położył ręce na jego klacie, próbując go odepchnąć. Na nic się to nie zdało, jedynie sapnął z bólu, czując jak jego oprawca ciągnie go za włosy.
Ciemnowłosy oderwał się od niego tylko po to, by popchnąć go na łóżko. Gdy jego ofiara opadła na poduszki, skoczył na niego, uniemożliwiając mu ucieczkę. Uśmiechnął się uśmiechem szaleńca.
Zielonooki zaczerpnął gwałtownie powietrza. Puścił w jego stronę wiązankę przekleństw, patrząc na niego ze wściekłością.
- Cholera.

- Zamknij się, jeśli ci życie miłe. – prychnął cicho.
Dosłownie zdarł z niego koszulę. Zaczął drażnić zębami sutki chłopaka, jednocześnie mocując się z jego paskiem od spodni.
Przygryzł wargę, próbując powstrzymać jęk. Słysząc ton głosu Novy, postanowił spasować. Zacisnął mocno powieki, odwracając głowę w bok. Wbił palce w jego ramię, tym samym odciągając go od swojego paska.
Granatowooki niecierpliwie strącił jego rękę z ramienia. Kiedy w końcu uporał się z "tą pojebaną rzeczą, która blokowała mu dostęp", uniósł ciało Liberty w górę, ściągając z niego spodnie razem z bokserkami. Następnie - nie spuszczając oczu z chłopaka - pozbawił ubrań także siebie.
 Blondyn gwałtownie się zarumienił. Spojrzał na ciemnowłosego z widocznym przerażeniem. Spróbował się wyrwać, nie pozwolić mu na tak łatwy dostęp do swojego ciała.
- Czemu to robisz? - spytał, próbując opanować drżenie głosu.
Spuścił wzrok w dół.
- Chcesz wiedzieć, dlaczego? Po prostu mam taki kaprys - wzruszył ramionami, posyłając mu rozbawione spojrzenie. Złapał za jego członek i zaczął go masować, szybkimi i wcale nie delikatnymi ruchami.
- Potwór. – blondyn jęknął głośno, zaciskając powieki. Mimo tego, że mu stanął, wcale nie było to dla niego przyjemne. Zacisnął palce na łóżku, drżąc.
- Skoro teraz jestem dla ciebie potworem, na samym wstępie... to ciekawe, kim będę dla ciebie później - syknął, przyglądając się mu z nieopisaną radością wymalowaną na twarzy.
Po chwili wziął jego członek do ust i zaczął ssać, czasami pogryzając.

- N... Nie...  - wygiął się w łuk, zasłaniając usta dłonią.
Starał się nie jęczeć, jednak od czasu do czasu wyrywały mu się pojedyncze westchnienia. Mimowolnie wplótł palce w włosy ciemnookiego, mocniej go do siebie przyciskając.

Nova kontynuował, jednocześnie ściskając jego sutka dwoma palcami.
Jasnowłosy gwałtownie odsunął od niego rękę, zdając sobie sprawę z tego, co robi. Przygryzł swój kciuk, lekko dysząc.
Niegdysiejszy przyjaciel oderwał się od jego męskości, po czym uniósł się do góry.
- Podniecasz mnie - mruknął mu prosto do ucha, wodząc dłońmi po jego ciele.
Odetchnął, z wyraźną ulgą. Słysząc jego słowa, zacisnął powieki. Może gdyby Nova zachowywał się nieco inaczej, cieszyłby się z takiego wyznania... Lecz nie teraz. Zadrżał lekko.
Chłopak ponownie zaczął drażnić jego członek opuszkami palców. Drugą dłonią bawił się sutkami chłopaka. Zachłannie wpił się w jego usta, zawzięcie penetrując jamę ustną.
Jasnowłosy nie pozostał na to do końca obojętny - musnął jego języczek swoim. Czując, jak zapiekły go policzki, szybko cofnął narząd smaku. Wbił palce w jego plecy, próbując zmusić go do odsunięcia się, na co oprawca mocniej przycisnął swoje ciało do jego ciała. Ugryzł go w wargę i począł całować po szyi, stopniowo zjeżdżając niżej.

Liberta odchylił głowę do tyłu, a z jego ust wyrwało się westchnienie rozkoszy. Puścił go, po czym wziął poduszkę i zakrył nią twarz, żeby nie widzieć dalszych poczynań chłopaka, jednak ten wyrwał mu ją z rąk i odrzucił w kąt z prychnięciem niezadowolenia.
- Chcę widzieć twoją twarz. Najlepiej wykrzywioną w grymasie strachu... lub bólu. – szepnął Nova.
Po tych słowach złapał go za pośladki i uniósł lekko do góry. Wszedł w niego gwałtownie, bez najmniejszego ostrzeżenia. Zanim Liberta zdążył przyzwyczaić się do tego uczucia, ciemnowłosy zaczął poruszać sie w nim szybko i brutalnie.
Krzyknął z bólu. Jego oczy napełniły się łzami, obrócił głowę w bok, nie chcąc mu dać tej satysfakcji. Wygiął się mocno w łuk, zaciskając palce na pościeli. Zaczął jęczeć głośno i krótko, mimo tego, że przygryzał swoje wargi.
- O to chodzi – mruknął oprawca, zadowolony z efektu.
Przyspieszył tempo, patrząc prosto na twarz chłopaka. Sadystyczny błysk pojawił sie w jego oczach.
Zielonooki przegryzł swoją wargę. Strużka krwi pociekła po jego brodzie, u samego dołu mieszając się z jego łzami. Zaczął jęczeć jeszcze głośniej, nie mogąc się powstrzymać.
- N...Nova!
- Tak, właśnie tak... krzycz moje imię... - szepnął grubym od podniecenia głosem.
Zlizał krew z jego wargi. Stał się delikatniejszy, ale nie na długo - niemal natychmiast znów powrócił do poprzedniego tempa, a nawet szybszego i bardziej brutalnego.
 Liberta zaczął krzyczeć, żeby przestał. Ból, który mu wyrządzał, był zbyt duży. Wbił palce w łóżko, szarpiąc się oraz próbując wyrwać.
Nova zaśmiał się tylko, słysząc jego wrzaski. O to właśnie mu chodziło. Właśnie to chciał widzieć… i słyszeć.
- Głośniej - warknął. - Krzycz głośniej. - przyszpilił jego nadgarstki do pościeli, żeby się tak nie rzucał.
- Sadysta. Pierdolony sadysta. - popatrzył na niego ze wściekłością.
Opadł na łóżko, dysząc głośno. Potrząsnął głową, otrząsając twarz z nowych łez.
Wspomniany wyżej kat uśmiechnął się tylko. Sapnął głośno, dochodząc w jego wnętrzu. Jednak ciągle było mu mało. Chciał zobaczyć strach wymalowany na twarzy Liberty...
Blondyn zamknął oczy, dysząc ciężko. Bał się, że to jeszcze nie koniec, jednak wszystkie jego wcześniejsze próby ucieczki były udaremnione… Wyrwał swoje nadgarstki z jego uścisku i schował twarz w dłoniach.
- Pierdol się.
- Oj zamknij się. - powiedział, odrywając dłonie od jego twarzy. - Albo źle się to dla ciebie skończy. - w jego oczach można było dostrzec złowróżbny błysk.
- Co... Zamierzasz? - spojrzał na niego przestraszony. Ponownie zadrżał, próbując wyswobodzić się z jego uścisku.
- Spokojnie... zaraz się dowiesz. - rzekł, po raz kolejny udaremniając próbę ucieczki Liberty, który właśnie w tej chwili odwrócił wzrok od jego twarzy.
- Puść mnie... - poprosił, jak gdyby wierzył, że to pomoże.
- Chyba sobie kpisz. - prychnął, oblizując wargi.
Spojrzał na niego, przestraszony. Po chwili przygryzł wargę, zastanawiając się, jak odroczyć jego następne, chore czyny.
- Nie jesteś Novą... On nigdy by tak się nie zachował.
- Liberta... widać, jak słabo mnie znasz. - wyszczerzył zęby w szatańskim uśmiechu.
Sięgnął pod łóżko i wyciągnął stamtąd paczkę papierosów i zapalniczkę.
Cały czas patrząc prosto w twarz chłopaka odpalił papierosa i zaciągnął się dymem głęboko w płuca.
Liberta zmarszczył nos, nienawidził dymu papierosowego. Uciekł wzrokiem gdzieś w bok, błagając w myślach, żeby ktoś go uratował. Nerwowo zaczął na zmianę zaciskać i prostować palce. A wtedy gorący żar opadł prosto na jego brzuch, ku satysfakcji Novy. W zasadzie nie było to jego zamierzeniem, no ale...
Krzyknął, gwałtownie się szarpiąc. Niepewnie spojrzał w dół, próbując wyrwać się z objęć ciemnowłosego, ale ten przytrzymał go mocniej.
- Leż spokojnie, kurwa - syknął przez zaciśnięte zęby.
Popiół razem z żarem ponownie wylądowały na ciele bezbronnego chłopaka.
- Nie ma mowy. - odwarknął mu, szarpiąc się. Zacisnął zęby, żeby nie krzyczeć z bólu.
- Sam tego chciałeś. – zakiepował papierosa na jego ramieniu, po czym odrzucił peta w kąt. - A teraz pobawmy się dalej…
Jęknął głośno z bólu. Zacisnął powieki, nie chcąc widzieć twarzy swojego oprawcy.
- Jesteś pojebany. - mruknął w jego stronę, najwyraźniej nie mając zamiaru się  zamknąć.
 Nova zaśmiał się cicho, po czym przesunął się w górę. Włożył mu swojego członka do ust, jednak on odwrócił głowę w bok, wypluwając jego męskość ze swoich ust. Prychnął z pogardą, po czym zacisnął mocno wargi.
- A wiec tak się bawimy? - uniósł brew do góry, rozbawiony nagłym buntem Liberty.
Natychmiast zszedł niżej i po raz kolejny wszedł w niego, jeszcze brutalniej niż poprzednim razem. - To mnie jeszcze bardziej podnieca. - wyszeptał prosto w jego usta.
Jasnowłosy jęknął najgłośniej jak potrafił, zaciskając powieki. Po jego policzkach pociekły łzy, po części spowodowane również doznanym upokorzeniem. Wbił paznokcie w plecy chłopaka i przesunął nimi w dół, rozcinając skórę.
Granatowooki sapnął głośno z rozkoszy. Zaczął poruszać sie jeszcze szybciej, coraz bardziej bezlitośnie. Liberta wił się pod nim, nie mogąc znieść tego bólu.
- Do... Dobra... Już będę... będę posłuszny! - wysapał w końcu, porzucając swoją dumę.
Szaleńczy błysk w oku Novy znikł tak szybko, jak się pojawił.
- Posłuszny, mówisz? - wysapał, nadal nie zwalniając narzuconego tempa. - W takim razie krzycz.. moje imię. 

- No... Nova! - krzyknął, wyginając się w dość duży łuk. Wplótł palce w swoje włosy, zaciskając na nich z całej swojej siły dłonie. Zaczął głośno dyszeć.
- Głośniej – rozkazał Nova, coraz bardziej podniecony.
Raz po raz krzyczał jego imię, jak najgłośniej potrafił. Odkaszlnął, gdy po kilku takich krzykach zdążył złapać chrypkę. Spojrzał na niego z błyskiem nienawiści w oczach.
Dręczyciel wreszcie opuścił jego ciało, dysząc ciężko.
- Dobrze.. zdążyłeś mnie znienawidzić - mruknął.
 - Też się cieszę. - odszczeknął się, przymykając oczy.
Błagał Boga, żeby ten koszmar się skończył. Spróbował uspokoić swój przyśpieszony oddech.
Ciemnowłosy opadł na niego, zmęczony. Wplótł palce w jego włosy i ucałował delikatnie jego wargi.
- Miłość - nienawiść… krucha granica. - szepnął bardziej do siebie, niż do niego.
Liberta westchnął głęboko. Uchylił powieki, patrząc na niego spod półprzymkniętych powiek. Nie wiedział co odpowiedzieć, więc po prostu odsunął kosmyk włosów ze spoconego czoła chłopaka.
- Sadysta.
Słysząc to, przygryzł wargę, po czym zrobił cos niespodziewanego - na krótką chwilę wtulił się w ciało Liberty.
W pierwszej chwili chłopak miał ochotę go objąć i przytulić do siebie, jednak zerknął na swoje sparzone ramię. Przypomniał sobie to wszystko, co chłopak mu zrobił, i zrezygnował.
Kiedy Nova nie otrzymał odpowiedzi na swój jedyny miły gest tego wieczoru, zacisnął dłonie w pięści. Zastanawiał się, czy już odpuścić, czy dręczyć go dalej…
Pokrzywdzony westchnął cicho. Widząc jego reakcję, postanowił naprawić swój błąd. Żeby tylko zostawił go w spokoju... Objął go za szyję i pocałował, najczulej jak potrafił.
Nova, zdziwiony jego nagłą zmianą nastawienia, odpowiedział na pocałunek, mocniej przyciskając ciało do jego ciała.
Wtedy Liberta oderwał się na kilka milimetrów od jego ust, patrząc mu prosto w oczy. Przygryzł wargę, zadając sobie zasadnicze pytanie: "Jak mogłem pokochać takiego psychopatę...? "


KONIEC, KURWA!
Jako Liberta – Tema.
Jako Nova – Hinata.
Postacie z anime Arcana Famigilia, znajdźcie sobie na necie XD
Pisałyśmy to we dwie i moim najskromniejszym zdaniem lepsze już nie będzie;3
Heheszki, całe 4 godziny pisania nie poszły na marne C:

wtorek, 25 grudnia 2012

Początek koszmaru. ~


Uwaga: w tym opowiadaniu pojawia się osoba nie związana z anime. Jeśli nie chcesz – po prostu nie czytaj.

Pewna dziewczyna szła szybko w stronę mieszkania dość późno w noc. Spieszyła się, gdyż ostatnio w mieście pojawił się bandyta, który napadał na kobiety, a ona w żadnym razie nie miała zamiaru dołączyć do zamordowanych. W kieszeni bluzy miała gaz pieprzowy, na którym zaciskała dłoń. Przynajmniej miała się czym obronić w razie czego. Postanowiła pójść skrótem – skręciła w boczną uliczkę, kiedy nagle usłyszała za sobą kroki.
- Kogo my tu mamy?  – zapytał męski głos, którego nie rozpoznawała.
Odwróciła się błyskawicznie i ujrzała wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę, z twarzą schowaną pod kapturem. Szedł ku niej szybkim krokiem. Niewiele myśląc wyciągnęła z kieszeni gaz, lecz nie zdążyła go użyć, gdyż mężczyzna złapał ją za nadgarstek, drugą ręką wytrącając jej z ręki jedyną broń, jaką dysponowała. Krzyknęła cicho.
- Zamknij się! – syknął nieznajomy przez zaciśnięte zęby, trzymając jej nadgarstki w stalowym uścisku.
Ani myślała go posłuchać.
- Pomocy! Niech mi ktoś pomoże! – krzyczała, wyrywając się. Niestety, facet był od niej silniejszy i w końcu, klnąc ostro, przygwoździł ją do ziemi, nie dając szans na ucieczkę.
Kiedy już się poddała, w uliczce pojawił się ktoś jeszcze, trzymając w ręce znak drogowy. Mężczyzna, który ją napadł, został z potężną siłą zdzielony znakiem „STOP” w głowę, a następnie potężnym kopem zrzucony z dziewczyny.
~ Cholera. Z deszczu pod rynnę.
- Shizuo – mruknęła, zrywając się z ziemi.
Rozejrzała się za potencjalną drogą ucieczki, ale jej nie znalazła. Zaklęła cicho.
Ten facet był prawdziwym psycholem. Nigdy nie było wiadomo, czego się po nim spodziewać. Co takiego zrobiła, że na ofiarę wybrał sobie właśnie ją…?
- Nie podziękujesz mi za pomoc, Tema-chan? – zapytał mężczyzna, odstawiając znak drogowy na bok.
Zapalił papierosa, rzucając jej przenikliwe spojrzenie znad okularów.
- Zamierzałam to zrobić – prychnęła.
- Jak zamierzasz mi się odwdzięczyć? – zapytał, podchodząc bliżej dziewczyny. Zaciągnął się dymem głęboko w płuca, by po chwili go wypuścić.
Cofnęła się o krok i przełknęła głośno ślinę. Poczuła za plecami zimną ścianę.
~ Cholera, cholera, cholera! Czy muszę się go aż tak bać…?
- Nie wiem – powiedziała cicho, zbierając myśli.
Skrzyżowała ręce na piersi, żeby nie zauważył, jak bardzo drżą.
- Jednak sądzę, że ja wiem. Chodź za mną – złapał dziewczynę za ramię i ruszył w stronę baru, w którym pracował.
Ciężko było odgadnąć, co zamierzał tym razem zrobić. Dziewczyna wolała o tym nawet nie myśleć.
Nie weszli do lokalu głównymi drzwiami, tylko bocznymi. Mężczyzna poprowadził ją po krętych schodach na górę. Otworzył drzwi, znajdujące się na samym końcu klatki schodowej, po czym wepchnął Temę do środka, a sam wszedł za nią. Przekręcił klucz w zamku, co nie umknęło jej uwadze.
- Czego ty znowu ode mnie chcesz, Shizuo? – zmrużyła oczy, próbując zapanować nad strachem. Serce biło jej tak mocno, że bała się, iż wyskoczy z piersi.
- Za-ba-wić-się – powiedział, sylabizując.
W jego oczach dało się dostrzec złowróżbny błysk.
Tema, słysząc to, rzuciła się do okna i popatrzyła w dół. Niestety, było za wysoko, żeby wyskoczyć.
Hewajima dopadł do niej i obrócił ją twarzą w swoją stronę. Wpił się wargami w usta blondynki, po czym ugryzł ją w wargę.
Kiedy się od niej oderwał, natychmiast pchnął ją na łóżko. Straciła równowagę i upadła na poduszki z jękiem.
- Shizuo, ty popierdoleńcu – syknęła przez zaciśnięte zęby. Oczy ją zapiekły.
Mężczyzna usiadł na niej i odpiął powoli guziki jej bluzki. Nie spieszyło mu się – miał całą noc.
~ Z całą pewnością o wiele ciężej jest ofierze, która kocha swego oprawcę…
Próbowała go odepchnąć, co nie dawało żadnego efektu.
- Czy ty musisz być takim idiotą? – jęknęła, zakrywając twarz dłońmi. Poczuła słone łzy na policzkach.
- Zamknij się – mruknął, odrywając jej dłonie od twarzy. Zdejmował z niej po kolei ubrania, w najmniejszym stopniu nie zważając na słabe protesty.
Później sam się rozebrał. Zaczął niecierpliwie wodzić dłońmi po jej ciele, drażnić zębami sutki.
Posyłając jej tryumfujące spojrzenie, wszedł w nią bez najmniejszego ostrzeżenia. Krzyknęła cicho, wbijając paznokcie w jego ramiona. Poruszał się coraz szybciej i brutalniej.
- Przestań… - wyszeptała, ledwo powstrzymując wrzask bólu.
Prychnął tylko, po czym – robiąc jej na złość – przyspieszył tempo.
- Krzycz. Wykrzycz moje imię – syknął jej prosto do ucha. Zadrżała.
Pojedyncza łza spłynęła po policzku dziewczyny.
~ To potwór. Którego kocham mimo tego, że sprawia mi okropny ból…
Pokręciła głową w niemym proteście. Ujrzała błysk gniewu w jego oczach.
Jego członek opuścił jej ciało na krótką chwilę. Złapał blondynkę za włosy i ponownie w nią wszedł, automatycznie powracając do poprzedniego tempa. Wygięła się w łuk.
- Shizuo… – wyjęczała, poddając się rozkoszy, ogarniającej jej wnętrze.
Wyraz satysfakcji na jego twarzy powiedział wszystko – był zadowolony, że dopiął swego.
Odchylił głowę do tyłu, po czym gwałtownie wyciągnął nabrzmiałego członka z jej ciała i spuścił jej się na brzuch. Zgarnął trochę spermy na palec i przystawił dziewczynie do ust, ewidentnie chcąc, aby go oblizała.
Skrzywiła się lekko i odwróciła głowę. Niecierpliwie obrócił jej twarz w swoją stronę i włożył jej palec do ust. Niechętnie wylizała go z kleistej substancji.
- Idę się wykąpać – syknęła i podniosła się z łóżka.
Weszła pod prysznic, udręczona.
~ On jest potworem…
Stojąc pod strumieniem gorącej wody, zmywała z siebie wszystko. Strach. Ból. Upokorzenie.
Mimo wszystko wiedziała, że to dopiero początek. Koszmar miał się dopiero na dobre rozpocząć…

Tema, to kolejny suprise dla Ciebie <3
Trochę przerobiłam to, co miałam na kompie;3  Miało być trochę dłuższe i trochę… inne, ale stwierdziłam, że w tej postaci będzie lepsze. Moje chore pomysły by Cię odstraszyły, dlatego wiesz…xD
~Hinata


Laxus x Freed




Wstałem tylko dlatego, że rozwydrzone bachory z sąsiedztwa postanowiły o bladym świcie – toż to dopiero po dwunastej! – zacząć podniecać się śniegiem, który spadł w nocy. Cholerniki jedne, nawet wyspać się człowiekowi nie dadzą. Wychyliłem głowę przez okno, wpuszczając tym samym zimno do domu.
- Ej, dzieciaki! Na drugim końcu miasta rozdają za darmo słodycze! – wydarłem mordę, starając się, aby mój głos brzmiał przekonująco.
Chyba się udało, bo z piskiem radości pognali niczym strusie pędziwiatry  hen daleko stąd.
- Nareszcie spokój – mruknąłem, wracając do wygodnego łóżeczka.
Już prawie zapadłem w sen, kiedy nagle coś łupnęło. Poderwałem się szybko z miejsca, chcąc dotrzeć do źródła dźwięku.
Okazało się, że to Laxus wywalił drzwi z kopa i teraz właśnie je naprawiał, klnąc siarczyście.
- Laxi, idioto – westchnąłem, załamując się nad jego głupotą. Tyle razy robił to samo i jeszcze się nie nauczył?
- Morda, albo kopnę cię tak, że dupa odwróci ci się w stronę twarzy – zagroził.
Spasowałem. Z wkurzonym Laxusem lepiej nie zaczynać, wierzcie lub nie.
Wróciłem do pokoju i z ciężkim westchnieniem rzuciłem się na wyrko. Chyba nie będzie mi dziś dane pospać w spokoju.
Po kilku minutach do pomieszczenia wparował blondyn, oczami miotając błyskawice.
- Tee, stary, co ty taki wkurwiony? – zapytałem, narażając się na wpierdol.
- A co cię to obchodzi? – rzucił, kręcąc się po pokoju jak gówno w przerębli.
Wzruszyłem ramionami. Wolałem dla własnego bezpieczeństwa więcej się nie odzywać.
Nagle chłopak rzucił się na mnie, przyciskając moje nadgarstki dłońmi do łóżka. Zanim zdążyłem zareagować w jakikolwiek sposób, wepchnął język do moich ust, niespokojnie penetrując nim jamę ustną mej skromnej osoby. Nadal dość zszokowany, odwzajemniłem pocałunek. 
Jako że byłem półnagi (tylko w bokserkach), bo nie zdążyłem się jeszcze na dobre obudzić, a co powiedzieć o ubraniu się, zacząłem czuć się niekomfortowo. Laxusowi jednak to nie przeszkadzało, a nawet – sądząc po jego minie – ucieszyło. Bez zbędnych słów czy też czynów wsadził rękę w moje własne i jakże mi drogie bokserki i zaczął masować moją męskość, powoli, ale rytmicznie. Jęknąłem cicho.
- Laxus, przestań – wyszeptałem, niepewny czy życzę sobie, aby przestał.
Prychnął tylko, dając mi do zrozumienia, że zaraz będę zgwałconą dziewicą. Mamo, ja nie chcę!
Po chwili pozbawił się ubrań, a mnie bokserek. Przyssał się do mojej szyi, zostawiając na niej pokaźną malinkę, po czym zaczął zębami drażnić sutki.
Obsypywał me ciało pocałunkami, stopniowo zjeżdżając coraz niżej. Jęknąłem, gdy wziął moją męskość do ust i począł ją ssać.  
Wziąłem poduszkę i zakryłem nią twarz – żeby nie zauważył, jak na moją mordę wypłynął rumieniec. No i dodatkowo służyła do tłumienia jęków.
O choleeerciaaa. Odrzuciłem poduszkę na bok. Moje ciało wygięło się w łuk, a ja sam… cóż, spuściłem mu się do buzi. Ups…
Przełknął spermę, ocierając usta dłonią.
Nie tracąc czasu ścisnął me jędrne pośladki i uniósł je nieco do góry. Wszedł we mnie szybko i wcale nie delikatnie. KURWA! Mamo, to booooli!
Nie zdążyłem nawet przyzwyczaić się do tego uczucia, zaczął poruszać się w moim wnętrzu jeszcze prędzej i brutalniej.
- Laaaxus, kurrrwa – chciałem krzyknąć, ale z mojego gardła wydobył się tylko słaby jęk.
Blondyn sapnął jak najedzony niedźwiedź (ma się ten talent do porównań XD), zawzięcie mnie ignorując.
Postanowiłem więc zamknąć ryj i nie zwracać na siebie uwagi. Niech się gościu zaspokoi i spierdala. Kurwa.
Gdy doszedł, spuścił się do mojego wnętrza, po czym opadł na mnie, wyraźnie zmęczony. Obaj ciężko oddychaliśmy.
- Chcesz wiedzieć, dlaczego byłem wkurwiony? – zapytał, kiedy zdołał uspokoić oddech.
- Yhym – mruknąłem tylko, patrząc w sufit.
- Bo dotarło do mnie, że cię pragnę. I kocham – powiedział, unosząc się lekko na łokciach.
Spojrzałem na niego, zaskoczony. I wtedy poczułem, jak serce zalewa mi nieposkromiona radość.
Pocałowałem go tak, jakbyśmy już nigdy mieli się nie zobaczyć. I kto wie? Może tak właśnie było?

 
Moja wena ograniczona do minimum nie pozwoliła mi stworzyć czegoś lepszego, więc musicie zadowolić się tym. ;d
To coś powstało na specjalne życzenie Temy/Termosa/Aśki ;3
Masz i się ciesz! <333 ;*
~Hinata


poniedziałek, 24 grudnia 2012

Pierdolony psychopata.

( Aut. Pojawiają się wymyślone postacie - nie chcesz, nie czytaj. )


    Biegła ile sił w nogach. Był coraz bliżej. Człowiek w kapturze. Chyba zrezygnował. Tacy jak on nigdy nie opuszczają swoich ofiar. Biegł szybciej. Łzy. Spadające z policzków słone krople. Opadają na ziemię.
   Nie  miała sił. Zrezygnowała. Oparła się o mur. Zacisnęła powieki. Nie chciała wiedzieć, co się stanie dalej. A on był coraz bliżej. Człowiek w kapturze.
    Dziewczyna pragnęła wołać o pomoc. Jednak oboje dobrze wiedzieli, że jej nie otrzyma. Ona i jej oprawca. Poczuła ucisk na swoim nadgarstku, przyszpilił ją do muru, uniemożliwiając ucieczkę. Mimowolnie zadrżała, czując ciepły oddech na swojej szyi. Szarpnęła się ponownie, w nadziei, że uda jej się tym zyskać trochę czasu. Mimo zamkniętych oczu dokładnie wiedziała, że ich twarze dzieli zaledwie kilka centymetrów. Tych jebanych kilka centymetrów, przez które niemal wariowała, bojąc się myśleć, co ten psychopata może zrobić.
- Bu. – Wyszeptał prosto w jej usta, z nutką rozbawienia w głosie.
   Dziewczyna nie musiała się długo zastawiać – niemal natychmiastowo poznała ten głos, zawsze ironiczny i kpiący. Otworzyła szeroko oczy, a jej spojrzenie natrafiło na brązowe tęczówki. Przez chwile dostrzegła w nich sadystyczny błysk, jednak zniknął tak szybko, jak się pojawił. Śmiała nawet twierdzić, że tylko jej się wydawało. Ale jedynie bała się otworzyć na ponurą rzeczywistość.
- Izaya. – Mruknęła cicho, szybkim ruchem zdzierając z jego głowy kaptur. Pierdolony psychopata. -  Kto ci pozwolił straszyć kogoś takiego jak ja w środku nocy?’
- Oh, Kaori-chan, przeestań. Zawstydzasz mnie. Chciałem się tylko pobawić. – Zaśmiał się. Tym jego chorym śmiechem, jak sam twierdził – przepełnionym miłością do ludzi. – A kto pozwolił komuś takiemu jak ty… Włóczyć się w środku nocy? Co jeśli naprawdę ktoś by cię napadł?
- Poradziłabym sobie. – Warknęła w odpowiedzi, odwracając wzrok. Nie, nigdy mu nie przyzna, że być może ma rację. Tylko nie jemu. Wyrwała się z uścisku i ominęła go szerokim łukiem, kierując się w stronę oświetlonego miasta.
- Ja wiem… - Chwycił ją w pasie, przyciągając do siebie. Gwałtownie się zarumieniła, czując ciepło jego wilgotnych warg na swojej szyi. – … że mnie kochasz.
- Jesteś psychopatą. – Szepnęła tylko, próbując się wyrwać. Jak przyznać się komuś takiemu do miłości?
- I-zaaa-yaa-kuun!- Znajomy głos jeszcze przez chwilę odbijał się echem w ich głowach. Po chwili światło latarni oświetliło wysokiego blondyna, trzymającego w ręku znak „STOP”. Na jego wargach zatańczył złośliwy uśmieszek. Zapalił papierosa.
- O, kogo my tu mamy. Tęskniłem, Shizuś. – Izaya zabłysnął firmowych uśmiechem, powoli przesuwając dłoń na kieszeń, w której zawsze chował swój nóż.
- Zamknij się, kochany, chociaż raz i pozwól mi cię zabić. – Jego uśmieszek przerodził się w groźnie wyglądający grymas twarzy.
   Na ramionach Heiwajimy pojawiły się ręce, oplatając go w okół szyi. Równie szybko głowa nowej osoby spoczęła na ramieniu chłopaka, patrząc na wszystkich z zaciekawieniem w złotych oczach. Kobieta… ? Jej twarz miała dość dziecinne rysy. Kosmyki jasnych włosów opadały luźno poniżej czoła, co jeszcze potęgowało owo wrażenie.  Dodatkowo, przez jej niecałe 150 cm wzrostu, przez które musiała wspiąć się na plecy Shizuo ( lol, żeby się poczuć wyższą XD),  trudno było uwierzyć, że ma aż 19 lat. ( Ughh, nie umiem opisywać wyglądu D: )
- Ne, neee~ Shizu-chan, co robicie? – Dźgnęła blondyna palcem w policzek, uśmiechając się do niego szeroko.
- Tema, zabijam Izayę, jak widzisz. – W głosie chłopaka dało się usłyszeć coś w rodzaju… Czułości? Z niemal nienormalną dla niego delikatnością, pogładził ją po policzku, na co dziewczyna przymknęła z zadowolenia oczy.  Gdy ponownie je otworzyła, na jej twarzy pojawił się radosny uśmiech. Zeskoczyła na ziemię.
- Kaori-chan! Nie zauważyłam cię wcześniej. Powinnaś przefarbować włosy, są za czarne. – Zaśmiała się i podbiegła do przyjaciółki, przybijając jej piątkę.
- Dobra, chłopcy niech się zabijają, a w tym czasie chodźmy na piwo. – Stwierdziła Kaori, wyraźnie szczęśliwa, że może się ulotnić.
Nie na długo.
- Zmywamy się stąd - Niespodziewanie dla wszystkich Izaya złapał czarnowłosą za rękę, uciekając z nią w ciemność. Już po chwili zniknęli w mroku, nie było sensu ich szukać.
- Ne, ne, Shizu-chan.  Uciekł ci.

_____ 
- Tema
Niespodzianka, Hinata/Kaori/Gabi~! :3
Całe opowiadanie miało być bardziej psychopatyczne, ale ja tak nie umiem XD I mama ciągle przeszkadza w stylu "zrób to, to i to" -.-
Miała być jeszcze scena w domu, ale nie mam siły... Leżę i kwiczę @_@